25 lipca 2014

Mangowe szaleństwo po Brytyjsku cz. I (HyperJapan)

Budynek imprezy
Hej kochani! Dawno mnie nie było... WIEM! Mogłabym was przepraszać i obiecywać poprawę ale niestety wiem, że trudno mi by było wyrobić się z jakimkolwiek terminem dlatego ta notka pisana jest na szybko, jeszcze pod wpływem emocji. Tak więc zaczynamy:

Sama wycieczka na Earl's Court wynikała z mojego marudnego "pojedźmy, PROSZĘ" gdy po przeglądaniu dzisiejszego wydania angielskiego odpowiednika naszego "Metra" zobaczyłam informację o trzydniowej imprezie o tematyce Japońskiej z dwoma uroczymi cosplayerkami na zdjęciu. Pierwsza myśl: czemu nie? Wybierzemy się tam jutro. Niestety, naszą planowaną wycieczkę po urokliwym Londynie przerwał deszcz który zakończył brutalnie trwające prawie cały tydzień 30 stopniowe upały. Tak więc po zmoknięciu, cofnięciu się do metra i szybkim przestudiowaniu mapki, opracowaliśmy dojazd do Earl's Court z nadzieją, że miejsce imprezy znajdziemy szybko i przed kolejnym potopem. Kilka przystanków od naszego celu w naszym wagonie pojawiły się dwie dziewoje w kocich uszkach, więc starą dobrą zasadą podreptaliśmy za "swoimi" i tak trafiliśmy na miejsce. 
Bilety tanie nie były, bo jednodniowy podczas imprezy zabolał nas 30£, tak więc 15£ na łeb (jeżeli właśnie przeliczacie to na zł, ułatwię wam sprawę: ZA DUŻO na moją biedną zniszczoną przez pre-ordery kieszeń). Nie mniej jednak ciekawostka: dzieci mają wejście za darmo. Bilety oczywiście można było kupować wcześniej na stronie internetowej imprezy. 


Tak prezentuje się hala zaraz po wejściu
Monstrualny Chopper
Pierwsze co widzimy po wejściu do hali to olbrzymi Chopper (zdj.), oraz skromne stanowisko z informatorami. Nazwanie tego katalogu jednak informatorem jest lekkim nadużyciem, gdyż nie licząc suchych informacji o tym co można znaleźć podczas "wystawy" (bo impreza konwentem też nie jest). Przewodnik zawiera ogromną ilość reklam oraz informacji jak dotrzeć do związanych z Japonią miejsc tak jak np. Londyńskie sklepy mangowe, ogrom sushi barów itd. Z naszymi informatorami nie ma co porównywać, głównie dlatego, że to nie to samo. Nie mniej jednak duży plus za mapkę metra w środku. Tego nigdy za wiele w tym mieście. Informacja na temat atrakcji znajdowały się na ścianie nieopodal wyjścia z hali (zdj.). Głównie z portretami gości oraz mapką. Ludzie w koszulkach z logiem imprezy kręcili się wszędzie tak więc zaczerpnąć informacji od nich można było bez przeszkód, nieistotne gdzie się ruszyło. O "ja tu jestem tylko helpem" raczej nie było mowy. Trudno ich było też pominąć, ze względu na ostre różowe t-shirty.
Mapka oraz goście imprezy
By odrazu nie było nieporozumień. HyperJapan konwentem do końca nie jest, przynajmniej napewno nie w naszych kategoriach. Impreza przypomina mi bardzo tegoroczne 18 urodziny CD-Action odbywające się we Wrocławiu. Tak więc mamy masę stanowisk na sali podzielone kategoriami jak: merchendise po prawej, zaraz za nimi mnóstwo jedzenia, środek poświęcony prawdopodobnie sponsorom oraz stanowiskom reklamowym, zaraz za nimi handmade i autorzy, z lewej pomieszanie z poplątaniem czyli a tu nieco merchu, handmade, stoisko z grami i wystawki. Jedno mogę powiedzieć napewno: takiego ogromu różnorodnych stoisk to nawet Magnificon nie widział. 


Będąc już przy właściwym temacie na którym chce skupić dzisiejszą notkę to merch jaki spotkałam na stoiskach bo w końcu o tym ten blog jest. Pierwsze stoiska na które trafiłam to stoiska z figurkami (jaki ZBIEG OKOLICZNOŚCI). W Polsce mam dość ostry radar na wszystkie nieznane mi stoiska które ostatnio pojawiają się dość tłumnie na naszych konwentach ale o tym kiedy indziej. Tak więc załączając Maośkowy radar sięgnęłam po pierwszego z brzegu nendoroida by ocenić jego oryginalność. Nendoroid przeszedł moją kontrolę ale trading od banpresto... już nie. Przyznam, że stojąc przy pierwszym stoisku na jakie trafiłam nieco zgłupiałam: ceny wskazywały oryginały ale nie wszystkie figurki takie były co było widać szczególnie po kilku egzemplarzach trzymanych w gablotce. Niepewna przeszłam do kolejnego stanowiska, ale tam karteczka o legalności produktów szybko się potwierdziła. Nadal niepewnie zerkałam na breloczki od banpresto które ze sprzedaży wyszły przynajmniej rok temu, ale to była już moja paranoja i uprzedzenie wyrobione na rodzimym rynku. Ceny w osądzie mi nie pomagały tak jak to u nas ma miejsce, przynajmniej w większości wypadków. WŁAŚNIE! CENY! Jeżeli kiedykolwiek gderaliście na to, że w polskich sklepach figurki kosztują majątek spieszę ze sprostowaniem:

Ściana figurek, całkowicie oryginalna
Figurki w naszym kraju mają jedną z najniższych cen na europejskim rynku. U naszych niemieckich sąsiadów w euro jest drożej, ale w funtach to już katastrofa. Oczywiście przeliczam to tylko i wyłącznie w przeliczniku naszego Polskiego zarobku. Tak więc gdybyście zarabiali drogocenne funty całkiem opłacalne jest kupowanie figurek w Polsce - o ile nie sprowadzacie sobie ich z Japonii ale wysyłka na wyspy wynosi nieco więcej niż do nas, chociaż Wielka Brytania jeszcze ma rejestrowanego SALa (chyba, jak się mylę to mnie poprawcie). Chociaż skoro już zarabiacie funciaki to chyba wam wszystko jedno. 
Hello Kitty, muminek i o dziwo nie alpaki
Znalazłam jednak kilka perełek, które na szczęście mam w kolekcji ale gdybym ich wcześniej nie zakupiła pewnie teraz wylewała bym morze łez nad swoim pustym portfelem. Dizzy od Altera, czy World is Mine Miku, albo Podwodna Miku od Good Smile Company. Figurki te nie są teraz jakoś specjalnie dostępne to i może ktoś skusi się wydać na nie ponad 100£ (na szczęście, nie ja). 
Jeżeli chodzi o gust wyspiarskich fanów to nie różni się on praktycznie niczym od naszego. W tłumaczeniu: Tytani w ilości hurtowej (nendosy nawet na stoisku ze słodyczami...oh rly?), Free, Kuroko no Basket, Kuroshitsuji... ORAZ ALPAKI! Możecie wierzyć albo nie, gdzie się nie odwróciłam tam mangowe pierdoły i OMG ILE ALPAK, odwracam się znowu - Hello Kitty i OMG ILE ALPAK, idę kilka kroków dalej ZNOWU ALPAKI. Ktoś tu chyba ma prawdziwego fioła tak więc mogłam podziwiać kilogramy alpak zarówno w wydaniu portfelików jak i metrowych pluszaków. Ktoś tutaj nie zna umiaru.
A może tytanka do tego słodkiego breloczka z Miku?
Najbardziej jednak przyciągnęły mnie stoiska z artbookami i wszelakiego typu mangami których w przeciwieństwie do reszty chłamu znalazłam ledwo trzy. Na jednym znajdowały się zarówno DVD, BR jak i duża ilość artbooków i mang, na drugim skupiono się na artbookach i brelokach, zaś trzecie to było stoisko Kodanshy (dla dociekliwych: ATAK TYTANÓW AGAIN). 

Artbook z Zakuro mnie przywoływał
Słowem końcowym: Oglądanie samych stoisk zajęło nam trzy godziny. Na samym końcu trafiłam na stoisko które wywołało we mnie nostalgię (zdj. poniżej):

Może potworna Lulu?
Albo nendoroid który nie jest nendoroidem?

Koszmarkowe figurki z LoLa by Chinol. Stoisko ogółem miało głównie tego typu produkty które i na naszych konwentach można bez problemu zakupić na konkretnym stoisku które wielu z was może skojarzyć się z Pandami. Ceny jednak były zbliżone do tych na stoiskach z oryginalnymi produktami tak więc współczuje wszystkich którzy stracili swoje pieniądze na tą potworną Snow Miku 2013/2014 której cena oryginalna była niewiele wyższa niż tych podróbek. Tego po prostu ominąć się nie da.

Mam nadzieję, że moja krótka relacja z mangowej części HyperJapan wam przypadnie do gustu. Przyznam, że pierwszy raz piszę tekst tego typu. Nie bójcie się, HyperJapan to nie tylko mangowe stoiska - w drugiej części mam zamiar przybliżyć wam to czego nie spotkacie na naszych konwentach czyli stoiska poświęcone bardziej tradycyjnej stronie Japonii. Do następnego :). Na koniec kilka zdjęć, jakby wam było ich za mało (a marudni potraficie być prawie jak ja).







12 komentarzy:

  1. Ugh! Gdzie jest kolejna część, bo się wciągnęłam, a tu mi się artykuł skończył XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się dzisiaj dodać (czyt. sobota), ale trudno mi powiedzieć o której wrócę z wycieczki tak więc bezpiecznie napiszę: niedziela.

      Usuń
  2. O mój boziu! Pluszowy Pikaczu! Chcę go! Chcę, chcę, chcę, chcę! Chociaż, mam jednego i się kurzy w piwnicy. Ale chcę tego! Ten jest już odchudzonym Pikaczu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pluszaków przeróżnych to tak rzeczywiście było od zatrzęsienia :D

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Nasze szkoły by nie zmieściły takiego cuda XD

      Usuń
  4. Wow, ale tam fajnie <3 Co do alpak, to na niewielkim konwencie w Hiszpanii też było ich sporo i nawet się na jedną skusiłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się nadal dzielnie powstrzymuję by nie zapaść na alpakową manię

      Usuń
  5. Tak strasznie ci zazdroszczę! *q* Jejciu tyle tam tego, że ciężko ogarnąć~ <33

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, chętnie bym tam wróciła ;(

      Usuń
  6. ZDECYDOWANIE ZA MAŁO ALPAK.

    Nie no żartuje, impreza robi wrażenie. o.o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że wybiorę się na edycję zimową.

      Usuń