01 lutego 2011

Senjougahara Hitagi 1/8 Good Smile Company

Nie będę ukrywać, że nie mogłam się doczekać by napisać swoje przemyślenia na temat styczniowej (listopadowo-grudniowo-styczniowej) premiery figurki tsundere Senjougahary Hitagi z Bakemonogatari.




Historia miłości mej do tej figurki zaczyna się od ujrzenia jej oficjalnych zdjęć (już przy pre-orderach) na portalu sankakucomplex.com. W tamtych czasach kiedy została ona rzucona dla pre-orderowców mogłam jedynie westchnąć w duchu i jęknąć „chciałabym mieć taką”. Akurat byłam już jakiś czas po Bakemonogatari, jest cool i w ogóle, dlatego jakąś miłością do niej zapałałam. Kilka miesięcy potem nadarzyła się okazja! Korzystając z oferty sklepu yatta.pl zamówiłam ją w pre-orderze, pod koniec listopada. Miałam z nią lekkie problemy, gdyż akurat w momencie kiedy miałam ją zamówić pre-order został zamknięty, jednak wyczekiwania opłaciły się i wskoczyłam niedługo potem na jedno wolne miejsce pre-orderu panny Hitagi.
Tyle na temat historii „jak zamówiłam tą figurkę”. To moja pierwsza tego typu pełnowymiarowa figurka (trochę gashaponów się ma). W międzyczasie zdążyłam odnowić mą miłość do tego anime (i wymarzyć sobie figurkę Black Hanekawy XD), oraz poważnie zacząć interesować się kolekcjonowaniem figurek. Z jednej figurki nagle zrobiło się 13 i już nie mogę się doczekać kiedy będę mogła jakąś z tych 13 figurek z mej „chce listy” zamówić. Jednak przejdźmy do rzeczy – premiera figurki była przesuwana 3 razy. Listopad – Grudzień aż w końcu doczekaliśmy się jej gdzieś koło połowy stycznia. Dostałam informację, że planowana wysyłka z hurtowni odbędzie się 31 stycznia. By załagodzić sobie męki oczekiwania (koniec końców to był prędzej masochizm), codziennie oglądałam zdjęcia na Tsuki board, oraz czytałam wszelakie info na jej temat. W tym krótkim czasie zdążyłam przerazić się dwa razy – raz gdy ktoś opublikował na tsuki zdjęcie gdzie Hitagi ma dość dziwnie pokolorowane usta, drugi gdy na jej włosach jest mała plama przy malowaniu. Pierwsze przerażenie szybko minęło, bo okazało się iż Senjougahara rzeczywiście ma takie „dziwne” usta jednak gdy spojrzy się z dołu, i normalnie nie jest to w ogóle widoczne. Zaś druga sprawa – to dowiedziałam się dopiero gdy trzymałam w ręku pudełko. Codzienne oglądanie nowych zdjęć podsycało tylko moje obawy i ciekawość, również panikę „co zrobić kiedy jednak będzie miała te plamy”.

Pierwszego lutego otrzymałam wiadomość, że figurka już jest w Warszawie i do tego już jedzie do magazynu Yatta.pl. Moja radość była nieopisana, w myślach nawet popędzałam metro by być już w domu i zabrać się za rozpakowywanie jej z pudełka.

Świeżo wyjęta figurka

Pudełko i figurka XD

I zacznę od samego początku. Pudełko. Przyznam, ze gdybym była z tych typów osób które trzymają swoje figurki tylko w pudełkach i nigdy przenigdy nie wyciągają ich by je postawić gdzieś na wierzchu i cieszyć nimi oko (serdeczne pozdrowienia dla Domeny! – jej figurki warte są już 3x cena rynkowa XD), zdecydowanie doceniłabym pudełko. Gruba tektura, śliczne lakierowane obrazki na tyle. Doliczyłam się dwóch hologramów na pudełku, co nieco mnie zaskoczyło – przeważnie widziałam tylko jeden, ale kto wie. Może kiepsko się przyglądałam.

Części zwane przeze mnie "piórniczek"

Radość odpakowywania figurki przerwało mi dopiero składanie części „piórnika”. Elementy wydawały mi się kruche i łamliwe, niesamowicie bałam się zniszczyć którąś ekierke, jednak po długim męczeniu się co jak złączyć (prawda jest taka, że wszystko było naprawde proste jednak ja to ja). Nie bawiłam się, w ustawianie drugiej pozy gdyż nawet jeżeli kiedykolwiek najdzie mnie chęć by zmienić jej ustawinie to wtedy poczuje się jakbym na nowo otwierała pudełko z nową figurką. Zostawie tą gratkę na inny czas. Wróćmy do samej figurki. Pierwsze co zrobiłam to sprawdziłam jej włosy. Ku mojej radości nie znalazła się na niej żadna plamka. Okiem amatora sprawdziłam wszystkie małe elementy pod względem malowania. Mój podziw dla GSC był wielki, tak dokładnie i ładnie pomalowane części genialnie komponowały się w jedną całość. Szukając jakiegokolwiek potknięcia w jej wykonaniu, miałam nadzieje, że moje obawy się nie sprawdzą, mając w pamięci historię z BRS anime ver. Jedyna rzecz która mocno przykuła moją uwagę, było to iż w porównaniu z oficjalnymi zdjęciami kąt ułożenia „piórnika” jest nieco inny. Efektu końcowego broń Boże to nie psuję, dlatego nie mogę tego uznać za jakikolwiek błąd ze strony GSC. Części łączyło się naprawdę łatwo (nie licząc nieszczęsnego kompletu mazak, nożyczki, linijka, gumka + zszywacz, ekierka, mazak), pozbycie dodatkowych ochronnych folii zajęło mi sekund.

Twarzyczka Hitagi-san
Całość

Spotkałam się z wypowiedziami pt. „wycofałem pre-order bo jej podkolanówki się okropnie świecą”. Doprawdy godzinami zastanawiałam się co aż tak bardzo boli w tych podkolanówkach! Muszę przyznać, że mi akurat ten efekt bardzo przypadł do gustu i nawet przez myśl by mi nie przeszło by wycofać pre-order tylko ze względu na to jakie są podkolanówki. Kolejną rzeczą która zniechęciła w momencie gdy ukazały się pierwsze oficjalne zdjęcia „wersji do sprzedaży” potencjalnych kupców była twarz widziana z przodu. Co prawda, na szczęście poprawili bardzo twarz w porównaniu z wersją która miała premierę na jednym z imprez figurkowych w Japonii (wersja pierwsza miała potwornie szeroką twarz, i całość była świecąca a nie tylko podkolanówki), jednak wiele osób zapomniało, że jej front to tak naprawdę postawiona tyłem figurka! Do tej pozy nie mogę mieć najmniejszych zastrzeżeń gdyż łypiąca na nie spod łba Senjougahara naprawdę robi wielkie wrażenie. Postawiłam ją nieco bardziej „bokiem” do mnie niż jest to proponowane przez twórców, gdyż chciałam widzieć nieco więcej jej twarzy.
Dwa miesiące oczekiwania naprawdę się opłaciły. Figurkę otrzymałam w idealnym stanie, do tego pierwsze spojrzenie na nią rozwiało wszystkie moje najgorsze obawy. Teraz dumnie stoi obok mojego (znaczy mojego kochanie) laptopa i nie mogę powstrzymać się od zerkania na nią. Wiem, że nieważne jaką figurkę zakupię następną i nie ważne czy była by ona lepsza od Senjougahary, i tak będę ją darzyć szczególnym sentymentem.

Tak oto rozpoczęła się moja przygoda z kolekcjonowaniem figurek.

3 komentarze:

  1. Jakie to szczęście że jesteśmy małżeństwem i ona też jest moja:* śliczna figurka:*

    Nero

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj Mao bo ty jesteś taka mała panikara. Zamiast dać sobie odpocząć to się maltretowałaś tymi zdjęciami. Eh ty... No ale fajnie że może już macać swoją pierwszą figurkę bo to serio fajna sprawa. Ja swojej do tej pory nie mogę się namacać mimo iż była kupiona "z partyzanta" =D

    Alz

    OdpowiedzUsuń
  3. ooch, ta Hitagi jest prześliczna! należy do tych figurek, których niestety raczej nigdy nie zamówię :< pamiętam, że gdy pierwszy raz ujrzałam jej zdjęcia, bardzo chciałam ją mieć. zakochałam się w tym 'piórniczku' :)
    przyznam, że jej druga poza jest już taka nudna w porównaniu do tej. nie wiem, komu mogłaby się bardziej podobać ta druga...
    ach, jakże bym chciała ją mieć, te wszystkie elementy do składania mi się podobają >w< wyobrażam sobie Twoją radość, gdy ją rozpakowywałaś :3
    GSC jak widać jest świetne w tworzeniu figurek. nie mogę się teraz doczekać mojej Kanade ^_^

    OdpowiedzUsuń